"Ten moment nad jeziorem Bellagio. To było jedno z najczystszych jego przeżyć. Wtedy właśnie poznał Zuzannę - dziwne zestawienie tych dwóch doznań teraz dopiero go uderzyło. Tamtego ranka stał na wysokim zboczu. Słońce, wyczuwalne zaledwie, wschodziło gdzieś za łańcuchem gór. W dole, głęboko, leżała woda gładka, jeszcze śpiąca, z wyspą pośrodku tak małą, że białe domki uwite w jej zieleni zdawały się dziecinnymi zabawkami. Już pierwsze smugi kolorów i różowe blaski zapalały się na jeziorze. W ciszy przesłoniętej mgłą, lekką jak oddech, po nocy krótkiej i wilgotnej wstawało niebo, jeszcze fiołkowe, ale już przebłyskujące czerwonymi pasami. Stał na skalistym zboczu, skupiał się, jakby ta godzina nasączona miękkim oparem wciągała cały świat w siebie, jakby swą niewymowną ciszą i pięknością oczyszczała ten blask i jego, wspartego o skałę. We mgle głos ptaka zadźwięczał znienacka, a potem sygnaturka z pobliskiego kościółka spadła tak nagle swą ranną melodią, jak kropla wody w głęboką, milczącą studnię. To było... - ile to lat temu było? pięć, sześć, może osiem?..."
---
"Sztuka umierania" Zenon Skierski, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1959, s.151
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zenon Skierski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zenon Skierski. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 lutego 2011
czwartek, 24 lutego 2011
"Sztuka umierania" Zenon Skierski
Książka trafiła w moje ręce zupełnym przypadkiem, na spotkaniu biblionetkowym leżała na kupce do rozpożyczenia i wyglądała jakoś tak... samotnie. No i ten nieco smętny tytuł. Aż się prosiła o przygarnięcie, choćby na chwilę.
"Sztuka umierania" składa się z czterech nowel, które dotyczą ostatniej wojny, okupacji, powstania warszawskiego. Autor brał udział w powstaniu, zapewne działał w ruchu oporu, wie, co to Pawiak i jak wyglądają przesłuchania. To widać.
Ta książka jest o tym, jak można umrzeć z godnością, z poświęceniem, dla sprawy, dla ojczyzny, dla honoru. Hm, takie niedzisiejsze pojęcia i słowa. U Skierskiego całkiem naturalne jest to, że chłopak, z którego podstępem, przez podstawionego spowiednika, wydarto nazwiska i adresy towarzyszy z konspiracji, na przesłuchaniu rzuca się na Niemców i na ich broń - a nuż się uda i ta chwila ich nieuwagi wystarczy, by zabić fałszywego zakonnika? By nie otumaniał innych osadzonych, młodych, zagubionych chłopców, którzy z chrześcijańską ufnością składają swój los w ręce duchownego...
Tak samo naturalne jest. że para małżeńska z ogromem prasy konspiracyjnej w domu, zaskoczona przez Niemców, barykaduje się, pali dokumenty i czeka na śmierć, ale nie biernie, a skądże! Mają broń, amunicję, granaty, będą się bronić do upadłego, choć to już niedługo. I kochają się wtedy mocniej niż kiedykolwiek, kochają się tak, jakby cały świat miał się skończyć. Wiedzą, że się skończy, to kwestia kilku minut, kilkunastu najwyżej. Ich hart ducha, spokój i opanowanie robią wrażenie na czytelniku.
W każdej z czterech nowel można znaleźć ten właśnie niewymuszony, naturalny patriotyzm. W każdej mamy świadectwo tamtych czasów - nie wiem, czy to świadectwo bardziej dla nas, potomnych, czy dla samego autora - coś jakby zzucie uwierających butów.
Ta książka chyba nie jest zbyt znana. Młodzież po nią nie sięgnie, krzywiąc się "znów o wojnie, znów o holokauście, o okupacji, ileż można!".
Takie życie.
"Sztuka umierania" składa się z czterech nowel, które dotyczą ostatniej wojny, okupacji, powstania warszawskiego. Autor brał udział w powstaniu, zapewne działał w ruchu oporu, wie, co to Pawiak i jak wyglądają przesłuchania. To widać.
Ta książka jest o tym, jak można umrzeć z godnością, z poświęceniem, dla sprawy, dla ojczyzny, dla honoru. Hm, takie niedzisiejsze pojęcia i słowa. U Skierskiego całkiem naturalne jest to, że chłopak, z którego podstępem, przez podstawionego spowiednika, wydarto nazwiska i adresy towarzyszy z konspiracji, na przesłuchaniu rzuca się na Niemców i na ich broń - a nuż się uda i ta chwila ich nieuwagi wystarczy, by zabić fałszywego zakonnika? By nie otumaniał innych osadzonych, młodych, zagubionych chłopców, którzy z chrześcijańską ufnością składają swój los w ręce duchownego...
Tak samo naturalne jest. że para małżeńska z ogromem prasy konspiracyjnej w domu, zaskoczona przez Niemców, barykaduje się, pali dokumenty i czeka na śmierć, ale nie biernie, a skądże! Mają broń, amunicję, granaty, będą się bronić do upadłego, choć to już niedługo. I kochają się wtedy mocniej niż kiedykolwiek, kochają się tak, jakby cały świat miał się skończyć. Wiedzą, że się skończy, to kwestia kilku minut, kilkunastu najwyżej. Ich hart ducha, spokój i opanowanie robią wrażenie na czytelniku.
W każdej z czterech nowel można znaleźć ten właśnie niewymuszony, naturalny patriotyzm. W każdej mamy świadectwo tamtych czasów - nie wiem, czy to świadectwo bardziej dla nas, potomnych, czy dla samego autora - coś jakby zzucie uwierających butów.
Ta książka chyba nie jest zbyt znana. Młodzież po nią nie sięgnie, krzywiąc się "znów o wojnie, znów o holokauście, o okupacji, ileż można!".
Takie życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)