Przeczytałam w ramach stosikowego losowania na blogu "Przeczytałam książkę". Postanowiłam wyczytywać po kolei książki sf, które gromadzę (Uczta Wyobraźni, Artefakty, Powergraph) na lepsze czasy.
Z powieścią "Wszyscy na Zanzibarze" Brunnera nie szło mi zbyt łatwo. Początkowe rozdziały dużo wymagają od czytelnika. Krótsze, dłuższe, różnią się mocno formą od tego, co czytałam ostatnimi czasy. Przez pół książki borykałam się z wrażeniem chaosu i kilka razy chciałam przerwać czytanie. Rzeczywistość, która pojawiała się przede mną w tych urywanych migawkach, była zdeformowana, dziwna i obca - choć przecież Brunner opisywał rzeczywistość XXI wieku.