Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hal Duncan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hal Duncan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Hal Duncan "Welin" i "Atrament" - cytaty

O Welinie już pisałam, czas na kilka cytatów.

Z "Atramentu":
" - Pusta kartka ma w sobie wielki potencjał, nie sądzisz? Jako pisarz? Na tym... podłożu za pomocą atramentu można stworzyć wszystko. Milion słów czeka na wyczarowanie lekkim muśnięciem pióra po papierze. I nawet jak już wyryjesz swoją wersję porządku na czystej tabliczce, między słowami zawsze pozostaną wolne przestrzenie, możliwości, które można wyczytać między wierszami. - Uśmiechnął się. - Uważasz, że mówię metaforami. Chyba tak. Staram się wyrażać w zrozumiały dla ciebie sposób. Historia nie biegnie prostą linią od początku do końca. Może być - i bywa - opowiedziana w różny sposób przez różnych pisarzy, z których każdy wybiera własną ścieżkę i dodaje jej drugi wymiar. Ta sama historia może być - i jest - przekazywana w różny sposób przez kolejne pokolenia. Następcy poprawiają wersję poprzedników, wznoszą własne konstrukcje na szczątkach przeszłości, nowe warianty nadają historii trzeci wymiar. Kiedy potem ją czytamy, podążając szlakiem atramentu, poruszamy się w trzech wymiarach, mkniemy naprzód, skaczemy do tyłu, zbaczamy tu i tam, zastanawiając się, jak mogło być inaczej, kopiąc w złożach osadowych opowieści, martwych prawd ukrytych pod nowym tekstem. To metafora czasu. Taka jest natura Welinu. Czas ma trzy wymiary, podobnie jak przestrzeń. " s. 10

"Księga Wszystkich Godzin - mówi Johann. - Księga wszystkiego, co kiedykolwiek zostało lub nie zostało spisane, nie tylko nasza historia, nie tylko nasza przyszłość, ale każda historia, każda przyszłość. Spisana w języku aniołów. Żywym języku. Logosie. Słowie Bożym. Mowie. Spójrz na nią, Lisie. Oto co zobaczył pierwszy szaman, kiedy spojrzał w ogień ukradziony z nieba. Oto kształt wszystkiego." s. 212

"Finnan wyciąga paczkę cameli z tylnej kieszeni drelichów, zapala papierosa. Pierwszy haust niefiltrowanej trucizny daje lekkiego kopa, jakby stary pies gramolił się z legowiska, żeby powitać pana: 'Hej, to znowu ty?' Zawsze lubił nikotynę; dzięki niej zyskiwał cierpliwość świętego i płuca grzesznika." s. 353

"Jack słucha uważnie, kiedy Pieczorin wymawia imię, które człowiek może wypowiedzieć jedynie z ostatnim tchnieniem. 'Y' - język sięga do podniebienia, jakby chciało się przłełknąć ślinę, czy krew albo splunąć. Pierwsze 'H' to ostry wdech przez suche, zaciśnięte gardło, kiedy pierś unosi się w spazmach paniki, zrozumienia, nagłego 'O Boże!' - gdy już się wie, że nadchodzi śmierć. 'W' złączonych warg, nie zamkniętych, tylko lekko ściągniętych z bólu i oszołomienia. Pierwsza część tego słowa, 'YHW' to ostatnie zaczerpnięcie tchu, życia.
Później powietrze uchodzi przez rozluźnioną krtań chrapliwym drugim 'H', przedłużonym do 'HHHH', które powoli cichnie do 'hhhh' i po chwili całkiem milknie.
YHWH.
I zapada cisza po tym słowie, które jest Sekretnym Imieniem Boga.
Jack zamyka zmarłemu oczy, pozwala jego głowie opaść na bok.
Jeśli bogowie mogą umrzeć, to Śmierć jest bogiem bogów, myśli." s. 523

 
Z "Welinu":
"Prawie wszyscy mają jakiś rodzaj piętna, powiedział Finnan. W niektórych jest wyciśnięte tak głęboko, że sami zapominają, kim są, bo liczy się tylko ten mały znak. Widać go w powietrzu wokół nich, czuć na wietrze. W sercach mają dziurę, która prowadzi prosto do piekła, prosto do nieba, a to, co znajdują po drugiej stronie, jest tak jasne, tak mroczne, tak cholernie czyste, że pozwalają, by nad nimi zapanowało i chodziło po świecie w ich ciałach. Anioły i demony." s. 73

"I choć wiemy, że kiedy ta chwila się skończy (bez cienia wątpliwości, bo w ostrym świetle tego letniego południa nie ma cieni, tylko bardzo małe tuż pod naszymi stopami), nastąpi zagłada, która roztrzaska sielski spokój (bo zawsze tak się dzieje, w życiu czy w wieczności), wiemy również, że gdzieś tam ucieka Tammuz. Ucieka z każdego czasu, z każdego grobu. Mimo to opłakujemy go, zaginionego boga Sumeru, tak jak płaczemy nad nad wszystkimi utraconymi dniami letnich miesięcy.
A on nadal biegnie, pędzi, skacze, uchwycony w chwili, nieuwięziony w micie, przez pola straconych dni, daleko od pylistej drogi, wzdłuż rzeki kruków i królów, rzeki głosów i obrazów żywych i umarłych; wokół niego rośnie sitowie, krzewy, drzewa i maki." s. 146


Numeracja z książek z serii "Świat wyobraźni".

poniedziałek, 11 maja 2009

"Welin" Hal Duncan


Nie mam pojęcia, dlaczego zapragnęłam przeczytać tę właśnie książkę. Gdzieś się przewijała w polecanych, czy coś takiego. Teraz jestem skłonna mniemać, że to ona zapragnęła być przeczytana przeze mnie. Żeby zasiać mi mętlik w głowie. Niesłychanie skomplikowana struktura sprawiła, że czytało mi się ją niesłychanie powoli. Po kilka kartek, po rozdziale na raz - więcej nie mogłam. Dlaczego, zapytacie? Ano, bo nic nie rozumiałam. Cofałam się, próbując znaleźć klucz, który przeoczyłam, a który jest potrzebny do jako takiego pojmowania treści, ale niestety nic, zero, null. No cóż - pomyślałam - książko, skoro nie mogę cię zrozumieć, to niech cię przynajmniej przeczytam. Od tego momentu szło mi lepiej. Zresztą nie pierwszy to raz, kiedy lepiej mi idzie ślizganie się po wierzchu powieści, niż mozolne zagłębianie się w jej treść. Takie surfowanie zamiast pływania. Chwytam klimat w rozczapierzone palce, łapię i wypuszczam luźno puszczone na wietrze nici wątków, czasem wydaje mi się, że jestem blisko istoty i sedna powieści, a zaraz w następnej minucie czytania wrażenie zrozumienia rozwiewa się jak dym. To tyle o moich wrażeniach podczas czytania, a co o samej ksiażce? O czym ona tak naprawdę jest? Tytułowy Welin to miejsce poza czasem i przestrzenią, a przecież materialne, jak najbardziej. Dostęp do niego mają enkin. Anioły. Albo diabły. W każdym bądź razie istoty mało śmiertelne. Welin jest ucieczką dla tych enkin, którzy nie chcą brać udziału w wojnie, bliżej nieokreślonej wojnie między dobrymi duchami jasności a złymi demonami ciemności (czujecie, jak to zabrzmiało patetycznie i fałszywie?) To powyższe określenie jest bardzo nieprecyzyjne. Po przeczytaniu książki nie bardzo byłam w stanie określić, co to za wojna i o co oraz kto w niej walczy. Bo w powieści na pierwszy plan wysuwa się nie walka, a ucieczka enkin "niezrzeszonych" przed aniołami. Ucieczka przez kraje, czasy, światy, mity, legendy. Nie ma granic dla wyobraźni autora.
A sama książka wydana jest w serii "Uczta wyobraźni" i ja się pod tym podpisuję rękami i nogami i nosem też.