Dostałam książkę w prezencie i bardzo się ucieszyłam, albowiem ponieważ koty w literaturze lubię bardzo, a jeszcze słyszałam parę pochlebnych opinii o tej właśnie pozycji. Jeśli do tego dodać fakt, iż pan Hoffmann napisał "Dziadka do orzechów", którą to książkę kocham nad życie, pod warunkiem, że jest w twardej, lakierowanej okładce i z ilustracjami Szancera - to już w ogóle szykuje się uczta.
Bardzo źle jest przystępować z takimi założeniami do lektury. Siadasz przy stole z nadzieją na znakomity obiad, a dostajesz coś lekko przesolonego i wysuszonego. Da się zjeść, ale z przyjemności nici i tylko wyglądasz końca posiłku.
Przyznam jednak, że pomysł na równoległe prowadzenie dwóch opowieści jest całkiem ciekawe, a wytłumaczenie, iż to kot Mruczysław spisywał swoje opowieści na odwrotnych stronach kart już raz wykorzystanych na przestawienie nam historii Jana Kreislera - przednie! Pomieszane to trochę, zebrane, wydane i wydrukowane, dało w efekcie tę książkę. No i na tym koniec zachwytów.
Poglądy kota na życie są nudne, sam kot wyjątkowo pyszałkowaty i nadęty, do tego miejscami naiwny i mało bystry. Losy kapelmistrza też mnie nie porwały, młody gniewny, utalentowany, do tego nieszczęśliwie zakochany - e tam, to wszystko już było. Na domiar złego powieść nie ma zakończenia, niestety, autor nie zdążył...
Summa summarum - zawiodłam się.
Bardzo źle jest przystępować z takimi założeniami do lektury. Siadasz przy stole z nadzieją na znakomity obiad, a dostajesz coś lekko przesolonego i wysuszonego. Da się zjeść, ale z przyjemności nici i tylko wyglądasz końca posiłku.
Przyznam jednak, że pomysł na równoległe prowadzenie dwóch opowieści jest całkiem ciekawe, a wytłumaczenie, iż to kot Mruczysław spisywał swoje opowieści na odwrotnych stronach kart już raz wykorzystanych na przestawienie nam historii Jana Kreislera - przednie! Pomieszane to trochę, zebrane, wydane i wydrukowane, dało w efekcie tę książkę. No i na tym koniec zachwytów.
Poglądy kota na życie są nudne, sam kot wyjątkowo pyszałkowaty i nadęty, do tego miejscami naiwny i mało bystry. Losy kapelmistrza też mnie nie porwały, młody gniewny, utalentowany, do tego nieszczęśliwie zakochany - e tam, to wszystko już było. Na domiar złego powieść nie ma zakończenia, niestety, autor nie zdążył...
Summa summarum - zawiodłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz